Rozdział piętnasty

Zastanawiałeś się kiedyś Książę, czym pachną babcie? Nie potrafię znaleźć właściwego słowa. Każdego dnia tak samo. Miło. Przytulam się do nich i czuję jakie są miękkie, ciepłe, łagodne… Ja przy nich jakiś taki niezdarny. „Skarbie mój, Ty śpij, Ty śpij a ja/ Skarbie mój, do snu Ci będę grał/Kiedyś tam, będziesz spodnie miał na szelkach,/Kiedyś tam, kiedyś tam/Ale dziś jesteś mały jak muszelka,/ Którą los rzucił nam.”- zaczyna śpiewać swoim sopranem babcia Mariola. Próbuję nucić razem z nią… Książę uśmiecha się pobłażliwie. Wasza Wysokość, może nie jest to duet belcanto…, ale babcia nie przerywa… Śpiewa dalej, kołysząc się raz w prawo, raz w lewo. Przyjemne uczucie. Lubię, kiedy śpiewa. Zapominam o chorobie, szpitalu, czekających mnie zabiegach… Jest taka teoria wychowawcza – wtrąca szybko Książę – w myśl której, dzieci, które mają bezpośredni kontakt z muzyką od najwcześniejszych chwil życia, szybko rozwijają swoją muzykalność. Może babcia Mariola widzi w Tobie przyszłego muzyka? Lodowate tchnienie. Zacinam usta. Książę niespodziewanie zagląda mi w twarz. – Posmutniałeś? - Też pomysł! – Szybko odwracam głowę i zaraz wybucham. - Jakie znaczenie, Książę, mają słowa, marzenia? Ja przede wszystkim chciałbym normalnie żyć, rozumiesz mnie? Po prostu żyć. Jeśli mi się to nie uda… Próbuję walczyć z przerażeniem, ale własnych przeżyć nie można zapomnieć. Siedzą w środku. Wystarczy chwila i już są gotowe do wykorzystania… Łączą się z niepewnością jutra… Milknę. Łzy napływają do oczu. Książę porusza się niespokojnie. Patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami. - Uda się. – Na pewno Ci się uda! – mówi po chwili. Dłonie babci, niespodziewanie, dotykają mojej głowy. Przytulają mnie do siebie. Babcie, z całym swoim zapachem, ciepłem i łagodnością, bezbłędnie wychwytują prawdę. Jak dobrze jest być małym, bezradnym dzieckiem.




Rozdział czternasty

        Książę, jak Ci się podobała nasza nowa komnata? Prawda, zapomniałem! Ty nie zwracasz uwagi na drobiazgi! Żyjesz przecież w moich marzeniach… Widzisz, parę dni temu saturacja krwi tlenem w moim organizmie spadła na tyle nisko, że zaniepokojeni rodzice poprosili o radę lekarzy. Dwa dni spędziłem szpitalu. Lekarze przeprowadzili konieczne badania, które jednak nie przyniosły jednoznacznej odpowiedzi i otworzyły drogę do medycznych spekulacji… Ciągle nie wiadomo, co było powodem niskiego nasycenia mojej krwi tlenem. Prawdopodobnie czeka mnie zabieg cewnikowania serca, aby ocenić jego kondycję. Perspektywy nie rysują się optymistycznie, ale - powtórzę za małym rycerzem - „nic to”. Nie zawsze mi wychodzi, ale dziś staram się być dzielny i przyjmować wszystko ze spokojem! Zaimponowałeś mi – mówi wyraźnie zadowolony Książę. Nigdy bym się nie spodziewał się takiej rozwagi! Wasza Wysokość mnie nie docenia. Jeśli tylko nie kierują mną emocje, bywam całkiem rozsądny! Wiesz, Książę, odkryłem coś dziwnego. W nocy, w szpitalu nie mogłem zasnąć…, a kiedy się nie śpi, nawet najcichsza noc, śle wyraźne dźwięki, których źródła musiałem się domyślać. To wiatr w liściach drzew, to pies, to znowu jakieś pukanie… Dochodzące do mnie odgłosy – dalekie i obce - długo krążyły między okolicznymi budynkami. W domu człowiek myśli inaczej, jakby prześwietlał ludzi i zdarzenia… Wszystko jest znajome... Wiem, kiedy wraca tata i co robi mama. Wiem jakie zwyczaje mają nasze zwierzaki. Zaprzyjaźniony jest nawet cicho tykający zegar… Mój maleńki pokoik jest najprzyjaźniejszym i najbezpieczniejszym miejscem na świecie! Hm…, Książę w zamyśleniu pociera brodę. – Asekurujesz się i znowu w siebie nie wierzysz. Zapewniam Cię…Wybacz, Mości Książę! Walczę z moimi słabościami, ale odradzają się we mnie coraz mocniejsze. Nie, Wasza Miłość, nie chodzi mi o beztroskę, ale zdaje się, że życie to ciągły bieg, bez gwarancji zwycięstwa, za to z gwarancją zmęczenia.



Rozdział trzynasty

          Czuję się źle. Sam siebie w tej chwili nie lubię. Mam niespełna dwa miesiące, a wydaje mi się, że jestem o wiele starszy. Ciągle choruję. Nowe zielsko ma swoją nazwę – skaza białkowa, rodzaj alergii pokarmowej, przy której czasem pojawia się również atopowe zapalenie skóry. Dokuczliwą suchość cery i swędzącą wysypkę złagodzą odpowiednia pielęgnacja skóry i restrykcyjna zmiana diety, ale – niestety - trochę to potrwa… Książę, ratuj! Żyję w ciągłym napięciu. Obawy mnie nie opuszczają. Mam wrażenie, że z powodu moich dolegliwości wszyscy na mnie patrzą, obserwują każdy mój ruch. Przesadzam, Książę, naturalnie…, ale chcę, muszę wyrzucić z siebie cały ten balast, znaleźć odpowiednie słowa, by opisać co czuję! - Uwierz w siebie! – łagodnie mówi Książę. - Jeśli zamierzasz wygrać, sam wiesz, musisz z całych sił nad sobą pracować. Nie możesz się poddawać. Trzeba walczyć na wszystkich frontach. Wasza Miłość, litości! Teoretycznie wiem o co Ci chodzi, przyznaję nawet rację. Wola walki jest niezwykle ważna…, ale co mam zrobić, kiedy umysł swoje, a ciało swoje… Książę wzdychając wznosi oczy w niebo. Czas jakiś stoi bez ruchu i patrzy na mnie uważnie. Potem znika z zasięgu wzroku, a wraz z nim całe moje współczucie dla samego siebie.




Rozdział dwunasty

          Książę, pogoda przepiękna! Maj gorący, prawie upalny…Rodzice zabierają mnie teraz na spacery. Nie tak często jakbym chciał, ale sam wiesz, Książę, moja odporność jest jeszcze zbyt mała. Nie powinienem chorować! Polubiłem te nasze wędrówki. Spokojnie przemierzając ulice miasta myśli mi się najlepiej. Powoli poznaję miejsce, w którym mieszkam. Obserwuję przemysłową architekturę, ponadstuletni kościół, promieniujący czymś, czego opisać się nie da. To coś staje się prawie uchwytne, gdy spoza grubych murów świątyni płyną dźwięki organów i starych kościelnych pieśni… Dookoła nieznani przechodnie… Mijają mnie zajęci rozmową, własnymi myślami… Docierające do mnie pojedyncze słowa, całe fragmenty rozmów uzupełniam w myślach, rozszerzam i tworzę swoje własne historie. Znowu podsłuchuję! Tak…, poznaję tajemnice, jestem świadkiem kłótni i wyznań, uczestniczę w zmowach i spiskach… Książę trwa pochylony, z wyrazem rozbawienia na swym szlachetnym obliczu. - Podsłuchujesz świat - uśmiecha się drwiąco? Brawo! Jeden zero dla Księcia! Wasza Wysokość, oczywiście, że podsłuchuję świat! Każdy to robi, tylko w inny sposób. Ogarnia mnie spokój i senność. Oszołomiony powietrzem leżę całkowicie bezmyślnie…Odpoczywam.



Rozdział jedenasty

        Wczoraj rodzice zabrali mnie do kardiologa. Książę, wiesz przecież, że moje serce wymaga stałej opieki lekarskiej. Miła pani doktor była ze mnie bardzo zadowolona. Mówiła, że HLHS to poważna wada, że nadzieja na sukces planowanych zabiegów była mała i jest wprost niewiarygodne, że w krótkim czasie udało mi się osiągnąć tak dobrą kondycję, ale... No właśnie! Wasza Miłość, czy zawsze musi istnieć jakieś ale? Pojawiają się niepokojące objawy. Na razie musimy poczekać i zobaczyć co dalej… Nie wiadomo nawet, czy to nowy kiełkujący pęd zielska…, ale dookoła mnie już noc i rozbrzmiewające preludium deszczowe Chopina. Książę, gdzie jesteś? Nie widzę twojej twarzy i złotego szalika. Skąd ten nagły galop serca i niepokój wielki jak góra? Czasami mam wrażenie, że ludzie widzą, jak bije mi serce ze strachu… Książę, nie złość się. Wiem, że spodziewałeś się większej rozwagi…, ale wydarzenia ostatnich dni trochę rozstroiły moje nerwy. Nic na to nie poradzę. Myśli biegną szybko… Krótkie zerknięcie za siebie… Czy człowiek, który nagle zrozumiał ważną rzecz, zawsze czuje gorycz? Czy byle podmuch może zgasić światło lampy? Co chcę przez to powiedzieć? Nic wielkiego. Tylko to, Książę, że - jak sam mówiłeś - potrzebuję dyscypliny. Muszę zmusić się do regularnego wyrywania zielsk. Nie mogę lekceważyć żadnego niebezpiecznego pędu… To byłaby katastrofa… Zastygam więc z pogodną miną fotografowanego właśnie aktora. Nie załamuję się i wcale nie płaczę. Przysięgam! Leżę przez chwilę z szeroko otwartymi oczami. Zamykają się same i wszystko znika od razu.




  Rozdział dziesiąty

         Zauważyłeś, Książę, jak łatwo można stworzyć swoją własną rzeczywistość. Byłem pewny, że w domu nic przykrego mnie nie spotka, a tu nagle – ostry, kłujący ból brzucha. Nie pomaga płacz, gryzienie palców, zaciskanie piąstek, podkurczanie nóżek, kropelki, masaże i ciepłe kąpiele. Z wysiłku jestem cały czerwony! Chwila przerwy i wszystko wraca… Walczę jak mogę, ale jest gorzej niż źle. Mógłbym przysiąc, że słońce kryje się za chmurami… Ból łagodnieje… Jak dobrze… Książę, odpocznę chwilę… Porozmawiamy później. Teraz na nic nie mam siły. Zasypiam nad ranem i śpię długo. Czasami leżę z zamkniętymi oczami. Rodzice stają często nade mną i patrzą. Czasami wracają do swojego pokoju, albo do kuchni. Pomagają przetrwać zły czas. Z ich rozmowy dowie … - Podsłuchiwanie to bardzo brzydka cecha – wtrąca cierpko Książę. Wasza Wysokość! Nie chcę być niegrzeczny, ale Twój bon ton, dystynkcja i dystans bywają denerwujące! To wcale nie było podsłuchiwanie, tylko, tylko… Nie potrafię znaleźć właściwego słowa… Dobrze, podsłuchiwałem, ale przynajmniej wiem, że w moim organizmie nie wykiełkował pęd kolejnego niebezpiecznego zielska… Dolega mi zwykła kolka jelitowa. Mój układ pokarmowy nie jest jeszcze przygotowany do przyjmowania pokarmu. Dlatego ni stąd, ni zowąd pojawiają się bolesne skurcze żołądka i jelit. Ot, przykra dolegliwość! Ból będzie jeszcze wracał, ale skoro już wiem, że nie jest groźny, postanowiłem dzielnie go znosić! Głowa do góry, Książę! Sam wiesz, może nawet lepiej niż ja, o co i dlaczego warto walczyć!




Rozdział dziewiąty

         Wciąż nie mogę uwierzyć, że to prawda! Pierwszy etap leczenia mojego serca został pomyślnie zakończony! Drugi rozpocznie się za jakiś czas. Wtedy wrócimy do Münster, ale teraz… Teraz jedziemy do domu…! Jednostajny rytm pracy samochodu uspokaja. Obserwuję zmieniające się za oknem krajobrazy. Rozmyślam… Książę - wciśnięty między drzwi samochodu a mój fotelik - siedzi cichutko. Nie wygląda na szczęśliwego. Rozumiem, to nie są warunki podróży godne arystokraty. Wasza Wysokość, nie patrz na mnie z wyrzutem! Rozchmurz się, już niedługo będziemy na miejscu! Krajobraz za oknem coraz bardziej znajomy… Granatowa noc urzeka pięknem i przyciąga wzrok. Księżyc swoim zwyczajem zaplątał się w drzewa, a gwiazdy lśnią i śmieją się do mnie. Już jesteśmy, poznaję! „Ruda Śląska” od rud żelaza chyba pochodzi albo jakiegoś możnego rodu Rudzkich. Ktoś kiedyś nazwał to miejsce w ten sposób. Inni powtórzyli i tak już zostało. Spójrz, Książę, nasz dom! Zupełnie niezmieniony. Tutaj będziemy mieszkali! Wysiadamy, serce szybciej bije… Jeszcze tylko schody i już otaczają nas ciepłe oczy babć i dziadków, dotykają zimne noski domowych zwierzaków… Wasza Miłość, witaj w domu! Będzie nam tu dobrze!




Rozdział ósmy

        Książę, słuchasz mnie? Wyglądasz jakoś mizernie…Tak…, ostatnie dni wszystkim dały się we znaki! Z ziarna przyniesionego nie wiadomo skąd wykiełkowało kolejne zielsko! Obserwowałem niebezpieczny pęd… Był zupełnie niepodobny do innych. Rozwijał się szybko i gwałtownie. Rosła temperatura ciała.. Serce biło jak szalone… Zupełnie straciłem apetyt! Kolejny raz potrzebowałem pomocy lekarzy. Dzięki nim – w ciągu kilku dni - kondycja mojego organizmu poprawiła się na tyle, że mogę teraz więcej czasu spędzać z rodzicami… poza szpitalem. Nadrabiamy zaległości… Żałuję tylko, że kapryśna aura nie pozwala nam wybrać się na spacer. Widzisz Książę, każdy element życia ma swoje własne tempo. Spacer to adagio…, sprzyja rozmyślaniom, a w Münster jest wszystko, Książę, co lubimy: ratusz, bazar, wąskie uliczki, kościoły i sklepiki. Patrzylibyśmy na drzwi Starego Ratusza i dotykali czasu. Świadomość, że przed iluś tam laty właśnie tutaj, za tymi drzwiami, podpisany został jeden z ważniejszych europejskich traktatów pokojowych, to coś ważnego! Czy można nie zastanawiać się, kto dotykał klamek, otwierał nimi drzwi, wchodził, wychodził? Cóż, Książę, ciągle jeszcze zbyt mało wiem. Przede mną tyle nieprzeczytanych książek, niewysłuchanych płyt, niezobaczonych obrazów… Wieczór zapadł nie wiadomo kiedy. Popatrzę jeszcze w gwiazdy i uśmiechnę się do nich. Wasza Miłość, powoli zasypiam…




Rozdział siódmy

Witaj, Książę! Kłaniam się nisko. Jestem dziś szczęśliwszy od innych… Zauważyłeś, że w życiu wszystko toczy się ze zmienną szybkością? Niekiedy rozwija się wolno, ślamazarnie, czasami znów po sprintersku mknie do przodu. Wciąż jeszcze jestem pod wrażeniem ostatnich dni. Najpierw zacząłem samodzielnie – bez pomocy sondy - jeść, a potem… Potem pierwszy raz przytulili mnie rodzice. Niezwykła chwila! Ciągle czuję, jak obejmują mnie ich miękkie i łagodne dłonie... Książę, wiesz, ruchy ludzi są jak pantomima. Wyrażają emocje. W tamtej chwili rodzice – podobnie jak ja - byli szczęśliwi. Ich ciepło przenikało całe moje ciało. Rozlewało się coraz szerzej i szerzej, jak rzeka w pogodny letni dzień. Jeszcze nigdy nie czułem się tak dobrze i bezpiecznie. Jesteśmy razem zaledwie od szesnastu dni, lecz wydaje się, jakbyśmy byli razem od zawsze. Książę, wiem przecież, że to ich determinacja w przekraczaniu granic zmieniła moje życie. Zmagam się ze wzruszeniem… Łzy! Napływają do oczu w najmniej odpowiednich momentach. Potrafię wywołać je słowami…, z zatrzymaniem idzie mi znacznie gorzej. W gruncie rzeczy, nie wiem, jak się zachować. Czuję chyba to samo co inni w podobnych sytuacjach, tylko jeszcze nie potrafię tego okazać. Usztywniam się cały i patrzę… Czasami wpadam w złość… Wasza Wysokość, nie marszcz brwi, proszę!




Rozdział szósty

           Minęły trzy– jak mówią lekarze – decydujące doby. Dla mnie - najdłuższe w życiu. „W jednej chwili przeżył wiele lat”, piszą w książkach. Jakie to dziwne, że świat wciąż jeszcze trwa… Twoim zdaniem, Książę, 72 godziny to dużo czy mało? Uśmiechasz się… Tak, wiem… To oczywiste! Zważywszy na wielowiekową historię Ziemi – mało, ale 72 godziny niepewności i lęku, kiedy kolejny raz traci się i na powrót odzyskuje wiarę w sens istnienia – to bardzo dużo. Pojawiały się kłopoty. Najpierw z ciśnieniem, potem układem moczowym… W krytycznych chwilach byłem prawie pewny, że mój bilet do życia stracił ważność. Gorączkowo wtedy myślałem, gdzie mogę kupić nowy i za co? Nie miałem przecież nic do zaoferowania. Mijały kolejne dni… Wreszcie nerki podjęły pracę, ciśnienie zaczęło się stabilizować, a ja samodzielnie oddychać. Z oddziału intensywnej terapii zostałem przeniesiony na oddział kardiologiczny. Książę niespodziewanie dał znak batutą i orkiestra gruchnęła marsza… Gdybym tylko mógł zacząłbym podskakiwać w rytm muzyki, jak beztroski strumień przesadzający kamienie… Książę, wiesz, to jest tak piękne, jak święto i jak świąteczny podarunek - sprawia sercu radość .




Rozdział piąty

              Biały korytarz. Wiozą mnie na czymś wysokim. Przesuwają się światła nad głową. Wszystko gaśnie, oddala się… Potem już tylko noc, nic więcej… Znowu świadomość. Niepełna, mglista. Kolejny raz jadę korytarzem. Dźwięki przychodzą pierwsze, później myśli. Jestem już po operacji, bardzo słaby, ale szczęśliwy. W końcu – jak mówiłeś Książę - trzeba poznać dwie lub trzy gąsienice, jeśli chce się zawrzeć znajomość z motylem. To podobno wspaniałe! Książę, serce jest pompą, która tłoczy krew do każdej komórki żywego organizmu. Prawa strona serca odpowiada za natlenianie krwi i dostarczanie substancji odżywczych do płuc, lewa zaś dostarcza krew do pozostałych narządów, tkanek i organów. Lekarze mówią o małym i dużym obiegu krwi. Zabieg, który dzisiaj przeprowadzili, polegał na przepięciu wszystkich tętnic dużego obiegu do prawej komory serca i wykonaniu alternatywnej drogi dopływu krwi do płuc. Wszystko po to, by zapewnić mi prawidłowy rozwój do chwili, gdy możliwa będzie dalsza rekonstrukcja chorego serca. Operacja poszła zgodnie z planem, ale ingerencja chirurgiczna była na tyle duża, że lekarze zdecydowali się zainstalować w moim sercu rozrusznik. Książę, jesteś tu? Walczę ze słabością i zniechęceniem…Widzę zatroskane twarze rodziców. Uśmiecham się do nich… Książę, ech Książę… Boję się bardzo! Nadrabiam miną.




Rozdział czwarty

           W środę wieczorem bezpiecznie wylądowałem na Ziemi. Przypominasz sobie Książę, co mówił geograf? Ziemia jest siódmą planetą. Warto ją zwiedzić, bo jest wyjątkowa. Zamieszkuje ją około 8 miliardów dorosłych. Kilkoro z nich od paru dni zajmuje się mną troskliwie. Jutro lekarze planują wykonać pierwszy i bardzo skomplikowany zabieg rekonstrukcyjny mojego serca. Towarzyszy mi dziwne uczucie. Zaakceptowałem wszystko, a mimo to mam coraz więcej obaw… Może jednak jestem trochę podobny do dorosłych, albo już się trochę zestarzałem? Aby rozproszyć niepokój spojrzałem z okna szpitalnego pokoju i uświadomiłem sobie, że Ziemia przygotowuje się na przyjęcie wiosny. Słońce wyjrzało zza chmur. Za chwilę zrobi się zielono. Jest coś znamiennego w tym, że - przyroda i ja – równocześnie budzimy się do życia. Książę, co myślisz? W marzeniach biegam już po łąkach, spaceruję po lesie, przemierzam parkowe alejki, poznaję zapach morskiego wiatru…, a wieczorami spoglądam w gwiazdy. Dla tych, którzy podróżują, gwiazdy są drogowskazami, dla uczonych zagadnieniami, dla jeszcze innych małymi światełkami. Moje gwiazdy - śmieją się do mnie, a ja uśmiecham się do nich…




Rozdział trzeci

           Czas szybko płynie… Pamiętam jeszcze dzień, kiedy pisałem, że - ze względu na chore serce - samolot mojego życia musiał awaryjnie lądować… Dziś ze zdziwieniem zauważam, że przeżyłem już blisko dziewięć miesięcy na mojej małej i wydawałoby się bezpiecznej – planecie. Okazało się jednak, że – tak, jak na wszystkich innych planetach - rosną tu rośliny pożyteczne i zielska. Ziarna są niewidoczne. Śpią sobie skrycie w ziemi aż do chwili, gdy któremuś z nich przyjdzie ochota obudzić się. Wypuszczają wtedy pęd, który najpierw nieśmiało wyciąga się ku słońcu. Jeśli jest to pęd róży, można mu pozwolić rosnąć, ale jeśli jest to zielsko, trzeba wyrwać je jak najszybciej. Korzenie zielska, jakim bez wątpienia jest HLHS, sięgają tak głęboko, że nie potrafię sam sobie z nimi poradzić. Dlatego wyruszam dziś z rodzicami do Kliniki Uniwersyteckiej w Münster, gdzie zajmą się nimi lekarze specjaliści. To duża szansa dla mnie, by rozpocząć nowy etap życia… Boję się. Dlatego wieczorem zatrzymam się na chwilę pod gwiazdami! Samo patrzenie na gwiazdy wystarczy do szczęścia, jeśli tylko się wie, że gdzieś tam mieszkają i śmieją się do mnie przyjaciele. Dają mi nadzieję, że będzie lepiej, a każdy nowy dzień piękniejszy od poprzedniego.




Rozdział drugi

                    Książę, dziś na mojej drodze stanął przyjaciel! Pamiętasz swoje spotkanie z lisem? Nie mogę się z tobą bawić – powiedział. - Nie jestem oswojony. – Co to znaczy oswojony? – Oswoić znaczy „stworzyć więzy”. Teraz jesteś dla mnie tylko małym chłopcem. Nie potrzebuję ciebie. I ty także mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko zwykłym lisem. Jeśli mnie oswoisz będziemy się nawzajem potrzebować. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla Ciebie jedyny na świecie. Z daleka będę rozpoznawał twoje kroki. Gdy będziesz miał przyjść o czwartej po południu, już o trzeciej będę odczuwał radość… Dobrze zrozumiałem Twoją opowieść…, a dziś przekonałem się że nawet dorośli mogą zostać przyjaciółmi. Do tej pory uważałem, że nie potrafią sami zrozumieć tego, co najważniejsze. Tym razem jednak nie musiałem niczego tłumaczyć. Odebrali mój sygnał i zaoferowali pomoc. O jej efektach możesz przeczytać na tej stronie. Dziękuję!




Rozdział pierwszy

W połowie - zaplanowanej na dziewięć miesięcy - podróży do wybranego miejsca na Ziemi, samolot mojego życia musiał awaryjnie lądować. Coś zepsuło się w moim sercu. Do tej pory prowadziłem samotne życie. Nie towarzyszył mi żaden mechanik, którego dorośli nazwaliby lekarzem. Musiałem zatem sam zabrać się do naprawy. Kiedy zrozumiałem, że zadanie jest dla mnie zbyt trudne, pojawił się niepokój. Kierując się, do tej pory nieznaną, wewnętrzną koniecznością poprosiłem o pomoc dorosłych, a dorośli, jak to dorośli, musieli wszystko dokładnie zobaczyć, przemierzyć, przeliczyć, przemyśleć i opisać. Z ich ustaleń wynikało, że moje serce rozwinęło się tylko w połowie. Z poważnymi minami dodawali, ze konieczne i skomplikowane leczenie dodatkowo utrudni restrykcyjny otwór owalny, który dostarcza mojemu sercu życiodajną krew. Zrozumiałem, że rola tego przepływu jest kluczowa. Jego zamknięcie się oznacza koniec marzeń, które w tamtej chwili wypełniały całą moją głowę. Żałowałem, że nie mogłem zacząć swojej historii tak, jak zwykle zaczyna się baśń. Wolałbym napisać: „Żył sobie kiedyś mały Bartek, który bardzo chciał mieć przyjaciela…” Dla tych, którzy znają życie, brzmiałoby to o wiele prawdziwiej. Instynktownie jednak czułem, że trawiąca mnie choroba to kwestia życia lub śmierci. Nie mogłem lekceważyć napływających sygnałów. Poczułem zmęczenie. Byłem bardziej samotny niż rozbitek na tratwie pośrodku oceanu. Zasnąłem. Zbudził mnie delikatny głos. Otworzyłem oczy i zobaczyłem niezwykłego małego człowieka ze złotym szalikiem, który mówił: „Każdy ma swoją różę, którą podlewa, osłania, przykrywa kloszem, słucha jej skarg, pochwał, a czasem nawet milczenia, którą po prostu kocha. Każdy z nas – także Ty - jest taką różą dla kogoś innego”. Słuchałem jak zaczarowany. Czułem wracającą nadzieję. Pomyślałem, że nie mam nic do stracenia i postanowiłem walczyć. My, którzy dobrze rozumiemy życie, zazwyczaj kpimy sobie z cyfr, dorośli jednak są w nich zakochani i to oni ustalili, że cena mojego zdrowia – specjalistyczne leczenie i konieczna rehabilitacja - będzie wysoka. Nie pozostało mi nic innego, jak tylko spróbować zebrać potrzebną sumę pieniędzy. Wiem, że nie będzie to łatwe zadanie. Wysyłam jednak sygnał SOS. Jeśli odbierzesz ten sygnał, proszę, zostań moim przyjacielem. Przeznacz 1% podatku lub przekaż darowiznę. Dla Ciebie - to niewiele, dla mnie - być może - całe życie. Wiesz przecież, że najważniejsze jest niewidoczne dla oczu, bo dobrze widzi się tylko sercem …

Bartek

PS Mały Książę, Tobie dziękuję już dziś. Dałeś mi takie gwiazdy, jakich nie ma nikt. Kiedy patrzę nocą w niebo, gwiazdy śmieją się do mnie, ponieważ wiem, że na jednej z nich mieszkasz i śmiejesz się Ty.